Klub Alchemia na krakowskim Kazimierzu, przy Placu Nowym  -  koncerty, kino, teatr, galeria
W serwisie
 English version      
 Strona główna 
 Koncerty, wydarzenia 
 Wiadomości 
 Archiwum 
 Galerie 
 Multimedia 
 Ludzie 
 Wywiady 
 Kontakt 
 Newsletter (nowe!!!) 
Zbylut Grzywacz
Odszedł od nas w wieku 65 lat, w lipcu 2004 roku, w Krakowie.

Artysta malarz i humanista, profesor zwyczajny, wieloletni nauczyciel akademicki w krakowskiej ASP i wychowawca wielu pokoleń młodzieży. Erudyta i eseista, autor wielu publikacji oraz cyklicznych programów telewizyjnych, twórca Galerii Osobliwości Este i znaczących wydarzeń w życiu kulturalnym Krakowa. Człowiek wielkiego umysłu, twórczy i kochający.


W 1976 roku Zbylut Grzywacz napisał tekst o sobie, do katalogu wystawy w BWA w Białymstoku. Tekst został zdjęty przez cenzurę...

Urodziłem się w 1939 roku, tuż przed wojną. Okupację pamiętam ledwo że ledwo, styczeń 1945 w Krakowie - dobrze. W szkole podstawowej miałem jeszcze lekcje religii. Pod koniec robiło się coraz więcej gazetek ściennych o pegeerach i plakatów o Trumanie; szło mi to nieźle, poszedłem do Liceum Plastycznego. Mogłem zawsze robić to, co chciałem, nie spotkałem nigdy tak spokojnego, dobrego domu jak mój. W Liceum najbardziej zajmowała mnie entomologia, mineralogia i paleontologia. Miałem łatwość w pisaniu, byłem sekretarzem ZMP. Potem, dzięki Hodysowi polubiłem sztukę, dzięki Hoffmannowi polubiłem rysowanie.

Rok przed maturą był październik 1956, chodziliśmy na wiece, na których słyszało się o tym, o czym latami się nie słyszało. Przez jakiś czas znowu były lekcje religii. Dużo czytałem, drukowało się wtedy książki, których latami się nie drukowało. Na Akademii w Krakowie staraliśmy się wszyscy być bardzo nowocześni, to były takie lata, po realizmie socjalistycznym. Geometryzowałem uparcie a kiedy mnie to znużyło stałem się realistą i trochę surrealistą. Pisałem wtedy sporo i zajmowałem się fotografią. Do teraz od czasu do czasu coś piszę, głównie o sztuce - fotografia mnie nie interesuje.
Po Akademii jakiś czas malowałem bardzo niewiele, prawie nic. Zarabiałem. W uczuciach, jak to w uczuciach - też przytrafiały mi się październiki, stycznie i inne miesiące. W 1966 zrobiliśmy wystawę "Wprost" z Maćkiem Bieniaszem, Jackiem Waltosiem i Leszkiem Sobockim; była jeszcze Basia Skąpska, ale kiedy zaczęliśmy coraz głośniej mówić o programie, pokrzykiwać i w ogóle - odsunęła się na bok. Teraz mało maluje - w samotności więcej niepewności, w grupie zawsze łatwiej. Szło nam o sztukę bliską życia, nazwano nas wtedy ekspresjonistami, ceniono zaangażowanie, niech tam. Później zaliczono do nowej figuracji, nieważne. Malowałem dużo, robiłem grafiki, rysunki, płaskorzeźby. Przez 10 lat zrobiliśmy tuzin wystaw.

W 1968 był marzec. Rysowałem i malowałem mówców w gazmaskach, samo-chody w kolorze khaki i inne. Żyłem z chałtur: szyldy, neony, meble, prospekty, etykietki, plansze. Byłem we Francji, we Włoszech, a także w Bułgarii, w Ermitażu, w Moskwie. Wcześniej, jeszcze z Akademią, we Lwowie, na Krymie, w Grecji i w Wiedniu. Oglądałem bardzo dużo obrazów i ludzi. Nie należałem i nie należę do żadnej organizacji - owszem, w Związku Plastyków próbuję czasem coś zdziałać ale to już chyba nie długo.

W 1970 był grudzień. Nie bardzo mnie to już poruszyło. Namalowałem cykl obrazów, jeszcze nie całkiem zamknięty, o utracie twarzy, kręgosłupa, o ugniataniu ludzi jak z plasteliny, o mężczyznach i kobietach - manekinach. Wystawiałem gdzie się dało, uzbierało się ponad pół setki udziałów w wystawach krajowych i zagranicznych, kilka indywidualnych. Czasem dostałem wyróżnienie, czasem trzeba było zdjąć jakiś obraz.

Od kilku lat pracuję na Akademii w pracowni malarstwa. Mało kto tam maluje z przekonaniem, z ochotą. Trudno mi się dogadać ze studentami; nie lubią sztuki, czasem nawet nie lubią żyć - takie czasy. Mnie nie bardzo interesuje sztuka współczesna: ta najnowsza irytuje mnie bo udaje mądrą a w świecie się gubi i plącze po głupiemu - w dodatku sama w siebie nie wierzy. Maluję nadal, ostatnio trochę mniej. Od jakiegoś czasu sprzedaję obrazy i grafiki, nawet sporo, do muzeów. Myślę o grafice i o nowych obrazach.

(...)


Powiązane tematycznie

Galerie:
    Fotografie Zbyluta Grzywacza
Teksty:
    Mój Kaźmirz

Patronat
medialny
 Stała
współpraca
Wszelkie prawa zastrzeżone. Alchemia s.c.
Publikacja i rozpowszechnianie materiałów pobranych z tej strony bez zezwolenia zabronione.