Klub Alchemia na krakowskim Kazimierzu, przy Placu Nowym  -  koncerty, kino, teatr, galeria
W serwisie
 English version      
 Strona główna 
 Koncerty, wydarzenia 
 Wiadomości 
 Archiwum 
 Galerie 
 Multimedia 
 Ludzie 
 Wywiady 
 Kontakt 
 Newsletter (nowe!!!) 
Zobacz też
Sylwester w Alchemii
Anthony Braxton Septet
Krakowska Jesień Jazzowa 2008
Te wspaniałe maszyny...
KUP BILET
TAQ w Alchemii
Ten egzamin, młodzi muzycy zdają z wyróżnieniem.

Idąc na koncert formacji TAQ wiedziałem jedynie tyle, co mogłem przeczytać na stronie klubu "Alchemia". Niewiele. Może zresztą i lepiej. Poszedłem na koncert nie spodziewając się niczego.

I... "Zasiedli do instrumentów i bez jakichkolwiek wstępnych ustaleń zaczęli grać." No, może nie tak do końca bez jakichkolwiek wstępnych ustaleń, bowiem wtedy gdzie trzeba i tam gdzie trzeba spotykali się bez trudu. Wrażenie jednak było porywające. Obcowanie z Marcinem Maseckim jest w istocie obserwacją artysty przy pracy. Nie ma wątpliwości, że grana przez trio, ale przede wszystkim przez pianistę, muzyka powstaje tu i teraz. Dzieje się na oczach i przed uszami słuchaczy. To wielka przyjemność słuchać i widzieć coś takiego, pod warunkiem wszakże, że muzycy mają coś do powiedzenia.

Ten egzamin, młodzi muzycy zdają z wyróżnieniem. Pomijając inne jeszcze aspekty, o których za chwilę, największe wrażenie zrobiła na mnie umiejętność grania ekspresją. Muzyka to kłębiła się w niemal free jazzowych kotłach, to popadała w delikatny liryzm. To jednak nie jedyne skrajności jakie się pojawiły. Raz można było usłyszeć niemal perkusyjne piano Cecila Taylora, innym razem dźwięki jakby żywcem wzięte z utworów Chopina, jeszcze innym razem utwór brzmiał jak zdekonstruowany Monk. Przy tej całej karkołomności pomysłu - całość około dwugodzinnego koncertu nie była w żaden sposób rozrywana. Dwa skontrastowane ze sobą, niejednokrotnie wręcz sąsiadujące fragmenty, łączyła jakaś niemal metafizyczna klamra. Utwory to były konstruowane na naszych oczach, by na chwilę zaistnieć i zostać zupełnie zdekonstruowanymi na poszczególne niemal nuty. I wciąż ta jedność. Jedność jakiegoś nadrzędnego pomysłu. Improwizacji. Stylu. Bo obojętnie, czy Marcin brzmiał jak pobratymiec stride'owych pianistów sprzed lat, czy też zbliżał się do postmodernistycznych pianistów lansowanych ostatnimi czasy - zawsze brzmiał jak Marcin Masecki.
(...)
Pełna treść artykułu na stronach DIA PA ZON


Paweł Baranowski, DIA PA ZON.

Powiązane tematycznie

Ludzie:
    TAQ

Patronat
medialny
 Stała
współpraca
Wszelkie prawa zastrzeżone. Alchemia s.c.
Publikacja i rozpowszechnianie materiałów pobranych z tej strony bez zezwolenia zabronione.