 |
| Klub Alchemia na krakowskim Kazimierzu, przy Placu Nowym - koncerty, kino, teatr, galeria |
 |
  |  |  |  |  | Ten egzamin, młodzi muzycy zdają z wyróżnieniem.
 Idąc na koncert formacji TAQ wiedziałem jedynie tyle, co mogłem przeczytać na stronie klubu "Alchemia". Niewiele. Może zresztą i lepiej. Poszedłem na koncert nie spodziewając się niczego.
I... "Zasiedli do instrumentów i bez jakichkolwiek wstępnych ustaleń zaczęli grać." No, może nie tak do końca bez jakichkolwiek wstępnych ustaleń, bowiem wtedy gdzie trzeba i tam gdzie trzeba spotykali się bez trudu. Wrażenie jednak było porywające. Obcowanie z Marcinem Maseckim jest w istocie obserwacją artysty przy pracy. Nie ma wątpliwości, że grana przez trio, ale przede wszystkim przez pianistę, muzyka powstaje tu i teraz. Dzieje się na oczach i przed uszami słuchaczy. To wielka przyjemność słuchać i widzieć coś takiego, pod warunkiem wszakże, że muzycy mają coś do powiedzenia.
Ten egzamin, młodzi muzycy zdają z wyróżnieniem. Pomijając inne jeszcze aspekty, o których za chwilę, największe wrażenie zrobiła na mnie umiejętność grania ekspresją. Muzyka to kłębiła się w niemal free jazzowych kotłach, to popadała w delikatny liryzm. To jednak nie jedyne skrajności jakie się pojawiły. Raz można było usłyszeć niemal perkusyjne piano Cecila Taylora, innym razem dźwięki jakby żywcem wzięte z utworów Chopina, jeszcze innym razem utwór brzmiał jak zdekonstruowany Monk. Przy tej całej karkołomności pomysłu - całość około dwugodzinnego koncertu nie była w żaden sposób rozrywana. Dwa skontrastowane ze sobą, niejednokrotnie wręcz sąsiadujące fragmenty, łączyła jakaś niemal metafizyczna klamra. Utwory to były konstruowane na naszych oczach, by na chwilę zaistnieć i zostać zupełnie zdekonstruowanymi na poszczególne niemal nuty. I wciąż ta jedność. Jedność jakiegoś nadrzędnego pomysłu. Improwizacji. Stylu. Bo obojętnie, czy Marcin brzmiał jak pobratymiec stride'owych pianistów sprzed lat, czy też zbliżał się do postmodernistycznych pianistów lansowanych ostatnimi czasy - zawsze brzmiał jak Marcin Masecki.
(...)
Pełna treść artykułu na stronach DIA PA ZON
Paweł Baranowski, DIA PA ZON. |
|  |  |
|  |
  | |  |
 |
 |
 |
 |
Patronat medialny |  |  |  |  |  |  |  | |  | Stała współpraca |  |  |  |  |
|
 |
 |
 |
Wszelkie prawa zastrzeżone. Alchemia s.c. Publikacja i rozpowszechnianie materiałów pobranych z tej strony bez zezwolenia zabronione. |
 |