  |  |  |  |  | Wycieczki po Kazimierzu Zbyluta Grzywacza. Artykuł napisany w 2002 roku.

Powoli dotarłem na Krakowską. U wylotu Józefa natknąłem się na Wieśka Obrzydowskiego. Obrzydowski - król żydowski, to kazimierski malarz, który potrafi malować wszystko i na wszystkim - kilkanaście lat temu okrzyknięto go antenatem polskich Młodych Dzikich, znalazł się w encyklopediach, jego nie lubiane przedtem obrazy zaczęły się sprzedawać za Ocean, zakochało się w nim do naga kilka Amerykanek i Wiesiek od gówniarza klepiący biedę i kopiący blaszane pudełko po paście do butów pod arkadami na Krakowskiej (stąd się znamy) zaczął kupować i rozdawać pomarańcze i czekoladę kazimierskim brzdącom, a sobie kolorowe koszule. Zawsze lubił kolor, u Taranczewskiego w Akademii malarstwo studiował, czterdzieści różnobarwnych koszul nabył, się ożenił raz i drugi, stał się ojcem, ale w końcu sam się został, bez żony, dzieci, koszul, pomarańczy, czekoladek i pudełek po paście - bo kto by z takim kolorystą wytrzymał - ale za to z barwną czapeczką, którą na głowę nałożył, kiedym go aparatem postraszył.
Choć z moim artyzmem coś nie tak, wiem, że Kazimierz to miasto artystów. Na Starowiślnej mieszkali dwaj ostatni rektorzy ASP - Jaś Szancebach pod ósmym i Staś Rodziński pod 60-tym. Ostatni Magnificencja uciekł z Kazimierza, kiedy otworzył się w jego kamienicy Salon Masażu Erotycznego, odpowiednik barów mlecznych w Wolnej Polsce (dają tam ruskie, a nawet Ukrainki), ale zachował pracownię nad Wisłą, w okolicach Piekarskiej (z poprzedniej, na Wrzesińskiej, wyrzucili go właściciele). Poza dzikim Obrzydowskim i cywilizowanym Rodzińskim żyje na Kazimierzu, albo już nie żyje, kilku innych wybitnych artystów - wśród nieżyjących trzeba wymienić rzeźbiarza i architekta Bartolomeo Berecciego, twórcę Kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu (tak, tak, był obywatelem Kazimierza, nie Krakowa), a z żyjących grafika i malarza - Jurka Panka, który mieszka w najohydniejszej plombie na Szerokiej. Tuż obok, też w plombie, na rogu Józefa, mieszka Fredek Solowski, niegdyś aktor Bagateli, ale bardziej znany jako kolekcjoner ludowych, szczególnie jasełkowych, figurek; część jego zbiorów przeszła w posiadanie Muzeum Etnograficznego w XV-wiecznym Ratuszu na Wolnicy. Na Wolnicy działa też odpowiednik Montmartrowskiego sklepiku Pere Tanguy dla malarzy; Andrzej i Małgosia Zającowie przyjaźnią się z artystami, sprzedają farby i blejtramy na krechę. Jak nie masz gotówki, poczekają, ale możesz też zapłacić obrazkiem, rysunkiem, grafiką... Stąd ich kolekcja rysunków kazimierskich surrealistów - Kołpanowicza z Wolnicy i Łukaszewskiego z Augustiańskiej, a także Obrzydowskiego, Grzywacza, Rodzińskiego - ba, nawet Jacka Gaja z odległego Krakowa. Kiedyś na Skałecznej, w podwórku pod ósmym mieściła się firma Karmańskiego, który od przedwojennych czasów produkował znakomite farby (czy ktoś jeszcze pamięta akwarelowe guziczki z lilijką i napisem "Iskra-Karmański"?). Jeszcze w siedemdziesiątych latach pan Marian, staruszek już przecież, potrafił na zamówienie wyszykować tubkę żółtej neapolitańskiej albo brylantowej, o których słuch po wojnie zaginął.
Zbylut Grzywacz |
|  |  |
|  |
  | |  |
 |